„Terminologia techniczna” to najwcześniejsza z książek Mariana Mazura ujętych w bibliografii witryny, wydana przez Wydawnictwa Naukowo-Techniczne w 1961 roku, pięć lat przed „Cybernetyczną teorią układów samodzielnych”. Nie ma w niej jeszcze cybernetyki jako teorii (cybernetyce poświęcone jest tylko jedno krótkie hasło) — jest za to warsztat, który czytelnik późniejszych książek Mazura łatwo rozpozna: systematyczna praca nad tym, co znaczy dane słowo, czym jedno pojęcie różni się od sąsiedniego i jak nazwać je tak, by nazwa nie wprowadzała w błąd. Adresatami są inżynierowie i technicy wszystkich specjalności.
Książka ma dwie części. Pierwsza (s. 9–63) jest ogólna: czym jest termin techniczny, jakim wymaganiom powinien sprostać — Mazur ujmuje je w czternaście zasad terminologicznych — jak te wymagania ze sobą godzić i jak wygląda praca nad terminologią w skali międzynarodowej. Druga (s. 65–226) to ponad sto dwadzieścia krótkich haseł, w których te same zasady pracują na konkretnych sporach: „przypadek” czy „wypadek”, „błąd” czy „uchyb”, „częstość” czy „częstotliwość”. Całość zamyka obszerny skorowidz rzeczowy.
Przedmowa (s. 7–8)
Przedmowa wyjaśnia, skąd wzięła się książka: z wieloletniego dorobku Centralnej Komisji Słownictwa Elektrycznego, działającej od 1917 roku, i z artykułów, które autor wcześniej publikował w czasopiśmie fachowym; zebrane tu ustalenia mają się przydać technikom spoza elektryki. Potrzebę takiej pracy Mazur uzasadnia skalą słownictwa technicznego, wielokrotnie przerastającego zasób języka potocznego, i tym, że w Polsce nie było wówczas placówki naukowej, która zajmowałaby się językiem specjalistycznym tak, jak uniwersytety zajmują się językiem ogólnym.
Pojęcia wprowadzone w rozdziale: brak definicji ze słownika pochodzących z tego fragmentu książki.
Znaczenie terminologii technicznej (s. 9–10)
Rozdział łączy dwa powody, dla których sprawa nazw staje się pilna, z tezą o charakterze słownictwa technicznego. Powody: obfitość słownictwa jest naturalnym skutkiem rozwoju techniki, a nie przewiną terminologów, a czytelnik, który i tak nie nadąża za lawiną publikacji, nie powinien dodatkowo zmagać się z nieładem w nazwach. Teza, od której rozdział się zaczyna: nazwę techniczną traktuje się dziś jak narzędzie i ocenia po tym, czy nie zawodzi — w produkcji, planowaniu, statystyce i w nauce zawodu bez nauczyciela — a dbałość o język jest tylko jednym z wymagań.
Pojęcia wprowadzone w rozdziale: brak definicji ze słownika pochodzących z tego fragmentu książki.
Pojęcie terminu technicznego (s. 10–11)
Rozdział wprowadza rozróżnienie między nazwą techniczną a terminem i kończy się wnioskiem, który ustawia dalszą pracę: umowność nazw daje terminologowi swobodę, a tę swobodę należy wykorzystać na nazwy, które same podsuwają właściwy sens. Sam podział jest prosty. Kryterium jest potrzeba definicji: termin to nazwa, której znaczenia nie odczyta się z sensu słów ją tworzących — stąd każde pojedyncze słowo techniczne okazuje się terminem, a zestawienie zrozumiałe wprost terminem nie jest. Mazur objaśnia to kilkoma krótkimi przykładami: zestawieniem dwóch połączeń wyrazów, z których tylko jedno wymaga definicji, i wyrazami złożonymi z członów, które osobno wydają się zrozumiałe.
Pojęcia wprowadzone w rozdziale: brak definicji ze słownika pochodzących z tego fragmentu książki.
Terminologia a normy (s. 11–13)
Rozdział kończy się myślą, że między przymusem a dowolnością zostaje kultura językowa samych techników: język techniczny nie ma tak wyraźnych granic jak wyrób objęty normą, więc nawet najbardziej autorytatywny słownik może tylko zalecać. Prowadzą do niej dwie sprawy. Pierwsza to autorytet norm w sprawach nazw. Odpowiedź Mazura jest w zasadzie odmowna, choć przyznaje, że nazwy w normach bywają staranne: moc normy dotyczy wyrobu, nie słownictwa, a w sprawach nazw pierwszeństwo należy do komisji terminologicznych — normom zostaje co najwyżej rola wzorca zastępczego. Druga sprawa to rodzaje słowników — rejestracyjne, krytyczno-rejestracyjne i normatywne — różniące się tym, czy słowa tylko odnotowują, czy też je oceniają i zalecają.
Pojęcia wprowadzone w rozdziale: brak definicji ze słownika pochodzących z tego fragmentu książki.
Zasady terminologiczne (s. 13–46)
Najobszerniejszy rozdział części pierwszej (ponad trzydzieści stron) ma budowę katalogu: po krótkim wstępie następuje czternaście podrozdziałów, z których każdy formułuje jedno wymaganie wobec nazwy, uzasadnia je i opatruje przykładami. Kluczem do lektury całego katalogu jest osobny rozdział o koordynacji zasad: Mazur zastrzega z góry, że pojedyncza zasada nie rozstrzyga o nazwie, bo każda ujmuje tylko jeden punkt widzenia. Rolę terminologa określa przez kontrast z językoznawcą — jeden pielęgnuje język zastany, drugi świadomie projektuje nazwy — bo nazewnictwo powstające samorzutnie bywa rozbite między środowiska, nielogiczne i powolne.
Czternaście zasad można pogrupować według tego, czego dotyczą (grupy są nasze; nazwy zasad — Mazura):
- stosunek do zastanego użycia — zasada powszechności: każda zmiana nazwy na jakiś czas mnoży zamęt, więc propozycja musi mieć nad nazwą zastaną wyraźną przewagę w świetle pozostałych zasad; liczy się przy tym obieg wśród techników, nie wśród laików. Zasada emocjonalności: nazwa, która drażni albo śmieszy, może się nie przyjąć, choćby była starannie uzasadniona. Zasada poprawności: słowa wzięte z mowy potocznej podlegają jej regułom, słowa tworzone sztucznie — analogii i wyczuciu specjalistów, a zastrzeżenia językowe nie mogą likwidować potrzebnych pojęć;
- pochodzenie rdzeni — zasada międzynarodowości: rdzenie zrozumiałe w wielu językach, ze względu na gremia uzgadniające definicje między krajami i na czytelników obcej literatury. Zasada rodzimości: oparcie na słowach polskich, co ułatwia naukę zawodu, ale bez spolszczania za wszelką cenę. Zasada jednorodności: w jednym słowie nie łączy się rdzenia polskiego z obcym; większość tego podrozdziału to przegląd kłopotliwych przedrostków obcych;
- związek nazwy z pojęciem — zasada logiczności: nazwa ma naprowadzać na treść definicji, a nie od niej odwodzić, dlatego nazwa mówiąca, czemu rzecz służy, przeżywa zmiany jej budowy. Zasady jednoznaczności i jednomianowości: jednej nazwie odpowiada jedno pojęcie i odwrotnie; Mazur odrzuca zarówno wymówkę, że specjalista się domyśli, jak i sięganie po synonimy dla urozmaicenia tekstu. Zasada systematyczności: nazwy mają układać się w hierarchię, w której każda grupa pojęć jednego rzędu ma swoją nazwę wspólną; na tej hierarchii opiera się definiowanie przez rodzaj najbliższy. Zasada jednolitości: pojęcia spokrewnione dostają wspólny rdzeń, nawet kosztem powtórzeń w zdaniu;
- forma nazwy — zasada zwięzłości: o każdej cesze mówi się w nazwie tylko raz, i to samo obowiązuje przy pisaniu definicji. Zasada operatywności: nazwa ma się dobrze sprawdzać w mowie i piśmie, bez zbędnych sylab i niezręcznych połączeń — stąd przewaga przymiotnika nad dopełniaczem. Zasada reproduktywności: od nazwy muszą się dać utworzyć pochodne, więc nową planuje się od razu razem z całą jej rodziną.
Przykłady w tym rozdziale pochodzą z wielu działów techniki i zwykle mają postać par nazw, z których jedna spełnia zasadę, a druga ją łamie; w kilku miejscach Mazur sięga też po porównania z życia codziennego. Zasady często ciągną w przeciwne strony — choćby swojskość przeciw międzynarodowości albo wygoda użycia przeciw porządkowi systematyki — i właśnie tym zajmuje się następny rozdział.
Pojęcia wprowadzone w rozdziale: brak definicji ze słownika pochodzących z tego fragmentu książki.
Koordynacja zasad terminologicznych (s. 46–48)
Rozdział podaje metodę rozstrzygania sporów o nazwy: przy porównaniu dwóch kandydatek liczą się tylko te kryteria, które je różnią, a wszystko, w czym są sobie równe, odkłada się na bok. Metoda jest potrzebna, bo nazwy idealnej nie ma: spór o nazwę bywa w istocie sporem o to, które wymaganie postawić wyżej, a jawny katalog kryteriów pozwala prowadzić go rzeczowo, zamiast oburzać się na decyzję, która poświęciła czyjąś ulubioną zasadę. Mazur ilustruje procedurę zamianą „krótkiego spięcia” na „zwarcie”, za którym przemawia kilka zasad przeciw samej popularności starej nazwy, i zastrzega, że nie chodzi o mechaniczne liczenie punktów, lecz o uporządkowanie argumentów.
Pojęcia wprowadzone w rozdziale: brak definicji ze słownika pochodzących z tego fragmentu książki.
Międzynarodowe prace terminologiczne (s. 48–50)
Krótki rozdział ocenia słowniki międzynarodowe: są przydatne do porządkowania pojęć, ale nie są wyrocznią, bo projekt zwykle przygotowuje komitet jednego kraju i słownik dziedziczy przyzwyczajenia autorów, a odpowiedniki w innych językach bywają przekładem dosłownym. Kłopot sprawia też rozjazd między przekładem nazwy a przekładem jej definicji, choć czytelnikowi obcej literatury potrzebny jest przede wszystkim odpowiednik samego słowa. Rozdział zapowiada omówienie zaleceń ISO.
Pojęcia wprowadzone w rozdziale: brak definicji ze słownika pochodzących z tego fragmentu książki.
Zalecenia terminologiczne ISO (s. 51–63)
Rozdział jest przekładem z komentarzem: Mazur przytacza projekt 33 zaleceń komitetu technicznego ISO do spraw terminologii z 1959 roku — od pojęć i definicji po słowniki i rolę kontekstu — i dopisuje własne uwagi. Własnym zasadom i zaleceniom ISO Mazur celowo daje różne nazwy, bo oba zbiory mają inny przedmiot.
Najwięcej uzupełnień dotyczy definicji. Zakaz błędnego koła Mazur przyjmuje i dopowiada, że krąg rozpięty na wielu odległych od siebie hasłach łatwo przeoczyć. Polskim czytelnikom wprowadza nazwy rodzajów definicji — zwężeniowej, rozszerzeniowej (uogólniającej i scalającej) oraz, spoza ISO, obocznej — a wybór rodzaju podporządkowuje regule przechodzenia od znanego do mniej znanego. W komentarzu do zalecenia o definicjach przywiązanych do jednej publikacji poprawia autorów ISO: przywiązana bywa nazwa, którą autor wybrał na własny użytek, a samo określenie pojęcia zachowuje ważność wszędzie, gdzie o tym pojęciu mowa. Wytyka też mylenie zwięzłości z krótkością i odrzuca pomysł, by te same pojęcia nazywać inaczej w tekstach dla kraju, a inaczej w kontaktach z zagranicą.
Pojęcia wprowadzone w rozdziale: brak definicji ze słownika pochodzących z tego fragmentu książki.
Wyjaśnienia terminologiczne, hasła od „Oznaczenia” do „Rozkład — zmienność” (s. 65–97)
pojęcia ogólne, wielkości i ich określenia
Część druga nie ma wstępu: od razu zaczynają się hasła, zwykle pary lub trójki słów uchodzących za synonimy. W wielu z nich powtarza się podobny tok — Mazur notuje zamęt w literaturze, pokazuje, że pod dwoma słowami kryją się dwa różne pojęcia, i daje każdemu osobną nazwę — w innych wybiera jedno z dwóch słów albo godzi się na dwa równoważne. Z tego bloku pochodzi rozróżnienie, do którego autor wraca w kolejnych hasłach: o rozkładzie mówi się, gdy porównuje się punkty przestrzeni przy zatrzymanym czasie, o zmienności — gdy śledzi się jeden punkt w miarę upływu czasu. Wcześniejsze hasła porządkują słownictwo samego myślenia technicznego (przypadek i wypadek, sposób i metoda, środowisko i ośrodek) oraz wielkości fizycznych (wielkość i wartość, średnia i przeciętna), a długa seria przymiotników zamyka się klasyfikacją wielkości zmiennych. Często oceniane słowo Mazur zestawia z jego przeciwieństwem i tam, gdzie się da, woli nazwy tworzące z nim parę zaprzeczoną, bo taki podział nie zostawia trzeciej możliwości.
Pojęcia wprowadzone w rozdziale: brak definicji ze słownika pochodzących z tego fragmentu książki.
Wyjaśnienia terminologiczne, hasła od „Przyrost — spadek i zwyżka — zniżka” do „Wrażliwość — czułość” (s. 98–126)
przestrzeń, czas, pomiar i sprawdzanie
Z punktu widzenia późniejszego słownika ważne jest w tym bloku hasło „Wyznaczanie” (s. 108–111). Oddziela ono wyznaczanie (znajdowanie informacji) od określania (jej podawania), a definicję od objaśnienia: definicji chodzi tylko o granice pojęcia, objaśnienie pisze się dla kogoś, kto ma coś zrozumieć, więc może być obszerne i ilustrowane. Z tego samego bloku pochodzi rozróżnienie ścisłości (prawidłowości myślenia) i dokładności (prawidłowości wykonania), a za nim błędu i uchybu, które pozwala w jednym pomiarze odróżnić pomyłkę od niedokładności. Pozostałe hasła porządkują przestrzeń i czas — wymiar i rozmiar, kierunek i zwrot, prędkość i szybkość — oraz słownictwo pomiarów i badań. Na samym początku bloku stoi propozycja, której Mazur nie przesądza i oddaje pod osąd autorom prac naukowych: osobne pary nazw dla różnic w czasie i dla różnic w przestrzeni (zwyżka i zniżka obok przyrostu i spadku).
Pojęcia wprowadzone w rozdziale: brak definicji ze słownika pochodzących z tego fragmentu książki.
Wyjaśnienia terminologiczne, hasła od „Stany skupienia” do „Powłoka — pokrycie” (s. 126–138)
substancje i materiały
Ten blok buduje hierarchie: płyny dzielą się na ciecze i gazy, a od materii przez substancję, materiał, surowiec i tworzywo prowadzi droga do półwyrobu i wyrobu. Mazur ocenia tu reformy po skutkach — chwali uporządkowanie nazw żelaza i stali, krytykuje rozdzielenie nazwy pierwiastka i materiału w przypadku glinu — i kilka razy otwarcie przyznaje, że dobrej nazwy znaleźć się nie udało. Para wejście–wyjście, znana z opisu energii i napięcia, ma według niego objąć także przepływ materiałów. Masa zostaje odróżniona od ciężaru, a dla molekuły autor zaleca nazwę „drobina”, bo „cząsteczka” myli się z „cząstką”.
Pojęcia wprowadzone w rozdziale: brak definicji ze słownika pochodzących z tego fragmentu książki.
Wyjaśnienia terminologiczne, hasła od „Pojęcia czynnościowe” do „Wybrak” (s. 138–150)
działanie i eksploatacja urządzeń
Hasło o wskaźnikach racjonalności (s. 145–147) ma budowę krótkiego wykładu: racjonalność to duży wynik przy małym wkładzie, a ta sama wielkość bywa wynikiem jednego procesu i wkładem następnego. Wokół niego hasła porządkują słownik działania i eksploatacji — proces i przebieg, czynność i operację, zadanie i cel, stany pracy maszyn, postój i przestój, warunki i wymagania. Pracogodzina okazuje się innym pojęciem niż godzina pracy, a zakłócenie, zaburzenie i uszkodzenie tworzą stopniowaną skalę, przy której nadużywana po wojnie „awaria” okazuje się w literaturze technicznej zbędna.
Pojęcia wprowadzone w rozdziale: brak definicji ze słownika pochodzących z tego fragmentu książki.
Wyjaśnienia terminologiczne, hasła od „Struktura — konstrukcja — układ” do „Dzwonowy — kołpakowy” (s. 150–170)
budowa i kształt urządzeń
W tym bloku pojawia się kilka słów, które w późniejszych książkach Mazura staną się terminami teorii: układ, tor, organ. Dla tej późniejszej teorii najważniejsze jest hasło „Organ — człon”: „organ” to nazwa funkcyjna, mówiąca, jaką rolę część pełni w układzie sterowniczym lub regulacyjnym, a „człon” — nazwa konstrukcyjna, podkreślająca, że część jest od reszty urządzenia niezależna; Mazur pilnuje, by tych dwóch porządków nazw nie utożsamiać, bo opisują część z dwóch różnych stron. Podobnie Mazur rozdziela strukturę (rozmieszczenie części) od ustroju (ich współdziałania), a dla zamkniętej drogi oddziaływań w automatyce proponuje mówić o obiegach i torach, by nie mylić ich z obwodami elektrycznymi. Przetworniki, które zmieniają energię jednego rodzaju w inny, opisuje wyłącznie parą: jaki rodzaj energii wchodzi, jaki wychodzi. Resztę bloku zajmują nazwy rodzajów urządzeń, części i kształtów.
Pojęcia wprowadzone w rozdziale: brak definicji ze słownika pochodzących z tego fragmentu książki.
Wyjaśnienia terminologiczne, hasła od „Automatyczny — samoczynny” do „Regulator” (s. 170–180)
automatyka, sterowanie, cybernetyka
Na tych stronach pojawiają się pojęcia, które Mazur rozwinie w późniejszych książkach: sterowanie, regulacja i sama cybernetyka. Krótkie hasło „Cybernetyka” zajmuje się głównie samą nazwą: po zwięzłym określeniu nowej dziedziny wiedzy i wzmiance o starożytnym rodowodzie słowa Mazur rozważa, czy pisać je przez „c”, czy przez „k”. Hasło „Sterowanie” kończy się propozycją uporządkowania tej rodziny nazw: sterowanie jako termin najogólniejszy, a pod nim trzy terminy szczególne — wśród nich regulacja, oparta na sprzężeniu zwrotnym, i „kontrola”, którą Mazur proponuje dla sterowania bez takiego sprzężenia. W samym haśle odróżnia od sterowania także nastawianie i kierowanie, a dwa przymiotniki rozdziela tak: „sterowny” to dający się sterować, „sterowniczy” — taki, który do sterowania służy.
Wokół tego hasła stoją hasła rozgraniczające urządzenia samoczynne i automatyczne, ochronę i zabezpieczenie oraz blokowanie i uzależnianie. Blok zamykają hasła „Zdalny” i „Regulator”: od urządzeń jedynie „odległościowych” zdalne odróżnia nie sama odległość, lecz potrzeba innego rozwiązania technicznego, zwykle przetworzenia energii w inną postać, a każdy regulator działa sam, bo zastępuje człowieka.
Pojęcia wprowadzone w rozdziale: brak definicji ze słownika pochodzących z tego fragmentu książki.
Wyjaśnienia terminologiczne, hasła od „Elektryczne czynności łączeniowe” do „Elementy napędowe” (s. 181–217)
elektryka, promieniowanie, ciepło
Dla metody ważna jest w tym bloku przestroga z hasła o spawaniu: nazwę nowej czynności trzeba od razu projektować razem z wyrazami pochodnymi — kłopoty z formami w tej dziedzinie wzięły się właśnie z pominięcia tego kroku. W sporze o „załączanie” Mazur oddziela termin od komendy: komenda ma być krótka i wyraźna, nie musi być poprawna, ale nie powinna przechodzić do języka technicznego. Częstość, czyli liczbę dowolnych zdarzeń w jednostce czasu, odróżnia od częstotliwości, liczby cykli zjawiska okresowego, bo tylko przy tej drugiej mają sens faza i rezonans. W kilku hasłach wytyka podobną pomyłkę: nazwę materiału przeniesioną na przedmiot albo nazwę jednej części przeniesioną na całe urządzenie (lub odwrotnie).
Pozostałe hasła porządkują rodzinę słów od „łączyć” (włączanie zamyka obwód, przyłączanie tylko do tego przygotowuje), nazwy oporu i przewodności, promieniowanie i barwę, a w części cieplnej — słownictwo od temperatury po rozróżnienie studzenia, chłodzenia i oziębiania; blok zamyka krótkie hasło o elementach napędowych.
Pojęcia wprowadzone w rozdziale: brak definicji ze słownika pochodzących z tego fragmentu książki.
Wyjaśnienia terminologiczne, hasła od „Silnik Diesla” do „Nazwy specjalności i specjalistów” (s. 218–226)
nazwy ogólne, specjalności i zawody
Ostatni, najkrótszy blok jest niejednorodny: od odmiany nazwisk w nazwach urządzeń po stosunek techniki do przemysłu. Najwięcej uwagi poświęca nazwom specjalistów, a źródło kłopotów z nimi widzi zwykle w źle zbudowanej nazwie samej specjalności. Książkę zamykają uwagi o nazwach zawodów wykonywanych przez kobiety.
Pojęcia wprowadzone w rozdziale: brak definicji ze słownika pochodzących z tego fragmentu książki.
Od terminologii do słownika
omówienie własne — związek z późniejszą konwencją definiowania
„Terminologia techniczna” nie zawiera jeszcze żadnej z definicji, które zebrano w słowniku tej witryny, ale formułuje reguły, z którymi te późniejsze definicje dobrze się zgadzają. Z późniejszym słownikiem wiążą ją trzy wątki; pierwszy prowadzi wprost do „Jakościowej teorii informacji” (1970), gdzie Mazur rozdziela nazwę pojęcia (definiendum) od wyrażenia definicyjnego (definiens) i nazywa ich powiązanie konwencją terminologiczną.
Pierwszy wątek to pierwszeństwo pojęcia przed nazwą. Już w 1961 roku Mazur podkreśla, że w technice nazwa przychodzi po pojęciu, a nie odwrotnie, i przyjmuje zalecenie ISO, by najpierw zdefiniować pojęcie, a dopiero potem szukać dla niego nazwy. W „Jakościowej teorii informacji” ta myśl jest ostrzejsza: spór o słowo przestaje tam być sporem o rzecz — gdy nazwa okaże się niewygodna, zmienia się etykietę, a treść pojęcia zostaje ta sama.
Drugi wątek to budowa definicji: pojęcie ogólniejsze plus cecha różnicująca (zasada systematyczności), każda okoliczność wymieniona raz (zasada zwięzłości), bez przykładów, bo definicja nie jest objaśnieniem. Według tego wzoru zbudowane są na przykład hasła sterowanie czy tor sterowniczy.
Trzeci wątek to zakaz błędnego koła, także takiego, które zamyka się przez kilka definicji. Graf pojęć tej witryny pokazuje właśnie to: które pojęcia opierają się na których i gdzie łańcuch definicji kończy się na pojęciach pierwotnych.
Widać też ciągłość słownictwa. Przymiotnik „sterowniczy”, zalecany w 1961 roku dla rzeczy służących do sterowania, wraca w późniejszych terminach: obwód sterowniczy, proces sterowniczy, właściwości sterownicze. Funkcyjne pojęcie organu przechodzi do opisu układów samodzielnych (efektor, homeostat, akumulator); ostatnie z tych słów, w 1961 roku jeszcze nazwa urządzenia technicznego, zyskuje przy tym nowe znaczenie. Odnotujmy jedną zmianę: dla zamkniętej drogi oddziaływań w 1961 roku wolał „obieg”, w późniejszych książkach używa „obwodu sterowniczego”.
Jak czytać
Najlepiej zacząć od rozdziałów „Pojęcie terminu technicznego”, „Zasady terminologiczne” i „Koordynacja zasad terminologicznych” (s. 10–48): zajmują niespełna czterdzieści stron, są pisane przystępnie i dają klucz do całej reszty. Część druga nie wymaga czytania po kolei — hasła są samodzielne, a czytelnik zainteresowany cybernetyką powinien zajrzeć przede wszystkim na s. 150–180. Przy jej lekturze warto mieć przed oczami listę czternastu zasad: hasła są ich zastosowaniem do konkretnych słów. Tytuł części drugiej warto czytać w świetle podziału z hasła „Wyznaczanie”: „wyjaśnienie” to u Mazura tekst usuwający wątpliwości. Trudność sprawia nie sama treść, lecz gęstość przykładów z techniki lat pięćdziesiątych: wiele urządzeń i nazw wyszło z użycia, więc niektóre spory są dziś zrozumiałe tylko z kontekstu. Skorowidz rzeczowy (s. 227–251) pozwala szybko odszukać konkretne słowo.
Pojęcia z tej książki w słowniku
W słowniku nie ma dziś haseł, których definicja pochodzi z tej książki (0 haseł) — obejmuje on definicje z trzech późniejszych książek. Zobacz słownik pojęć.
Omówienie własne, wersja robocza; definicje pojęć — w słowniku, ze źródłem.